Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Historyjki miłosne ....naprawde polecam...:)


Historyjki miłosne ....naprawde polecam...:)

Ta pierwsza historia jest podobna do mego ulubionego filmu ,,Szkoła uczyć"...

1.
Ona - ciągle uśmiechnięta, roztrzepana, szalona. Miała pełno pomysłów na każdy dzień, na każdy wieczór. To zawsze ona rozruszała każdą imprezę, nawet tę najsłabszą i nudną. Miała wielu przyjaciół. Kochała ich z całego serca. Potrafiła nie spać całą noc, słuchając w słuchawce, jak jej najlepsza przyjaciółka opowiada o najcudowniejszej randce, jaką kiedykolwiek przeżyła. Szczupła blondynka, duże niebieskie oczy... czasami wyglądała jak anioł. Na ulicy każdy chłopak się za nią obejrzał. Uśmiechała się i szła dalej. Dla niej wygląd nie miał znaczenia. Pielęgnowała to, co w środku. A "tu" też była aniołem. Pomocna, uczynna. Okaz energii. Ona, Magdalena.
On uwielbiał imprezy, dziewczyny, alkohol i szybką jazdę. Nauka szła mu ciężko, ale był chłopakiem bystrym i inteligentnym. Wianuszek dziewczyn otaczał go już pod koniec gimnazjum, a gdy poszedł do liceum, zmieniał dziewczyny jak skarpetki. W miesiącu miał kilka. Bawił się nimi. Każdy to mówił i wiedział. Jednak mimo to miał wielu przyjaciół, którzy nie pochwalali jego zachowania, ale wiedzieli, że to przecież jego życie. Trudno było mu się oprzeć. Wysoki, wysportowany, ciemny blondyn. Niebieskie oczy i słodki uśmiech przyciągały każdą dziewczynę. Kumple uwielbiali w nim to, że kochał dobrą zabawę i wiedzieli, że zawsze mogą do niego przyjść, gdy rzuciła ich laska. Był lojalny wobec przyjaciół. Nigdy nie odbił dziewczyny swojego kumpla. Nie potrafił. Nawet, gdy ona chciała, on odmawiał, krzycząc na nią, co sobie wyobraża, zdradzając jego przyjaciela. On, Mateusz.
Jak się poznali? Mateusza wyrzucili z liceum, w którym obecnie się uczył. Przenieśli go do klasy, w której była Magdalena. Dziewczyna pamięta ten dzień, gdy Mateusz wszedł do sali. Każda z jej koleżanek od razu poprawiła włosy i uśmiechnęła się najsłodziej, jak potrafiła. On z niewinnym uśmieszkiem usiadł za Magdą. Już wiedział, którą dziewczynę "zaliczy" jako pierwszą. Zawsze miał swój plan. Podszedł do Magdaleny na długiej przerwie. Poprawił koszulę i wyszczerzył lśniące zęby. Przedstawił się i pocałował ją w dłoń. Każda dziewczyna patrzyła na tą scenę z zazdrością w oczach. Rozmawiali o jego poprzedniej szkole, o tej.Był miły i czarujący. Potrafił urzec dziewczynę w 20 minut. Weszli razem do klasy, usiedli razem w ławce. Tak było przez najbliższy tydzień, aż Mateusz poprosił Magdę, aby się z nim umówiła. Nie zgodziła się.Odeszła, pozostawiając Mateusza otępiałego, wpatrującego się w jej postać odchodzącą powolnym krokiem.
Nie poddał się. Jeszcze żadna dziewczyna mu nie odmówiła. Wiedział, że wreszcie dojdzie do ich randki. Nie mylił się. Krążył koło Magdaleny 2 tygodnie, aż wreszcie dziewczyna zgodziła się spotkać.Spędzili bardzo miło czas.Poszli na soczek, później do parku. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Zarówno o ważnych sprawach, jak i o tych błahych. Czuli się przy sobie bardzo swobodnie.Odprowadził ją do domu, pocałował?Pragnął tego.Nie dlatego, żeby ją "zaliczyć", ale żeby po prostu dotknąć jej lśniących ust. Oddała pocałunek. Był krótki, ale na pewno na długo zapamiętany. Mateusz nie wiedział, co się dzieje. Spędzał z nią każdy dzień, każdą wolną chwilę. Czuł się przy niej tak błogo. Pragnął dotykać jej włosów, całować usta, czuć jej obecność i zapach. Pomyślał to pierwszy raz, gdy siedział z kumplami na piwie i ona weszła z koleżankami. Takie niespodziewane spotkanie, w ogóle się nie umawiali. Wtedy, patrząc na nią, jak tańczy i rusza biodrami, pomyślał:"O nie? To nie możliwe. To nie może być prawda. Ja ją naprawdę kocham... kocham". Pokochał ją. Pokochał jej słowa, oczy, czyny.Chciał być z nią na zawsze. Na zawsze...
- Ty kochasz Magdalenę? Kochasz Ją? - usłyszał od swojej najlepszej przyjaciółki, gdy powiedział, co tak naprawdę czuje. Marta - przyjaciółka od lat. Nigdy nie popatrzyła na niego, jak na obiekt westchnień, tak samo było z nim. Znali swoje słabości, swoje mocne strony, każdy grzech i każde marzenie. A teraz Marta nie dowierzała własnym uszom.Mateusz się zakochał! Casanova, jakich mało, kochał naprawdę. - Powiedz jej to - poradziła mu Marta. - O nie. Tego nie zrobię. Nie wiem, czy ona mnie... - podparł policzek ręką i dalej kartkował zeszyt od biologii. Marta usiadła obok i oparła się o jego ramię. - Mateusz, nie przejmuj się. Coś wymyślimy... Powiesz jej, nawet gdybyś nie był pewien jej uczuć, ważne, że będzie wiedzieć, że ją kochasz. A ja wiem, że to prawdziwa miłość, jeszcze nigdy nie powiedziałeś o żadnej dziewczynie, że ją kochasz.
W pewnym momencie zadzwonił telefon. Mateusz sięgnął do kieszeni po komórkę i odczytał sms-a: ?Jestem w barze. Wpadnij. Muszę Ci coś powiedzieć. To ważne. Magda".Pojawił się po 10 minutach.Pocałował ją delikatnie w policzek i usiadł naprzeciw niej. - Co się stało? - spytał naprawdę przejęty. Martwił się, że coś się stało. Magda siedziała smutna i zamyślona, aż w pewnej chwili rozpłakała się, zaniosła się strasznym płaczem. Mateusz wyprowadził ją z baru. Poszli usiąść na ich ulubioną ławkę do pobliskiego parku. Przytulił ją. Ona wtuliła się w niego i zaczęła szlochać. Nie wiedział, co się dzieje, co ma zrobić. Mówił, aby się uspokoiła, żeby mu powiedziała, co się stało, a ona jeszcze bardziej płakała. W końcu usiadła i powiedziała to w tak normalny, prosty sposób, jakby czytała książkę: - Jestem chora. Wczoraj były ostatnie badania. Mam raka mózgu. Lekarze dają mi małe szanse na przeżycie. Chemioterapia? chemioterapia chyba nic nie da Podniosła wzrok. Mateusz stał, patrzył się w jej cudownie niebieskie oczy i płakał. Pierwszy raz. Ona ciągnęła: - Tak bardzo się cieszę, że Cię poznałam. Chociaż wiem, że jestem kolejną twoją zdobyczą... ale się cieszę. Jesteś takim wartościowym chłopakiem. Tak bardzo... tak bardzo Cię pokochałam. Wtuliła się w niego. Przytulił ją tak bardzo mocno, jakby ostatni raz trzymał ją w ramionach. Stali tak chwilę.Odgarnął jej włosy i wyszeptał: - Skarbie, ja też Cię kocham. Naprawdę Cię kocham. Z całego mojego serca. Tylko ciebie. Zawsze ciebie. Musisz żyć. Musisz. Rozumiesz?
- Jak to? Co? Kiedy? Ale... Tak. Przyjadę. Mateusz rzucił telefonem o ścianę. Osunął się na ziemię, przykrył twarz dłońmi i zaczął płakać. Jego mama weszła do kuchni. Ukucnęła przy nim, a on wyrzucił z siebie potok słów, łkając przy tym jak małe dziecko.- Umarła. Mój skarb. Lekarze dali jej rok, minęły 3 miesiące. Umarła. A mnie przy niej nie było... Mama przytuliła go, chociaż wiedziała, że to i tak nie pomoże.- Mateusz? Możesz przeczytać ostatni list Magdy? - zapytała go mama dziewczyny. - Tak. Przeczytam. Było tyle ludzi. Wszyscy płakali. Jej ciało było ułożone w białej trumnie. W niebieskiej sukience i w delikatnych loczkach wyglądała jak mały anioł. Była aniołem.Każdy był tego pewien. Mateusz stanął przy trumnie. Wyciągnął pogniecioną kartkę i zaczął czytać. "Kochani!Jestem taka słaba. Wybaczcie, że Was opuszczam. Moje ciało, chociaż dusza...Dusza zawsze będzie z Wami. Mamo, tato, dziękuje Wam za ciągłą opiekę i cierpliwość, to dzięki Wam zobaczyłam po raz pierwszy słońce, to dzięki Wam jestem. Przyjaciele, kocham Was, wiecie, prawda? Ale chcę wam to teraz powiedzieć, przez Mateusza. Kocham Was. Zawsze będę Was kochać. To wy dawaliście mi te chwile szczęścia. Dziękuję. Mateusz, skarbie, tak ciężko mi pisać do Ciebie. Kocham Cię. Kocham Cię czystą miłością. Zawsze tak będzie. Pamiętaj. Będę Twoim Aniołem Stróżem. Zawsze będę przy Tobie.Gdy będzie Ci źle, wznieś oczy ku górze, ja będę siedzieć na którejś z gwiazd. Naszych gwiazd. Będę na Ciebie tutaj czekać. A kiedyś znów zatańczymy razem... Mamo, niech list przeczyta Mateusz. Tylko on pewnie się teraz trzyma. Skarbie, pomagaj moim rodzicom. Oni potrzebują teraz mnie, ale Ty jesteś częścią mnie.Pamiętajcie wszyscy o tym...Dziękuję Magda Zgniótł kartkę w dłoniach. Zaczął płakać... - Skarbie, spotkamy się. Obiecuję Ci najwspanialszy taniec po wiedział, dotykając policzka dziewczyny. Każdy podchodził do trumny, Mateusz odszedł na bok. Usiadł na ławce, wyjął kartkę, napisał coś Strzał. - Mateusz!!! Nie Marta zemdlała. Mateusz leżał w kałuży krwi.Z pistoletem w dłoni. Łukasz, jej brat, podniósł kartkę leżącą obok. Zaczął czytać, łkając. "Wybaczcie. Wybaczycie, wiem. Poszedłem zatańczyć pierwszy i ostatni taniec w niebie z moim aniołem. Będę z Wami. Tak samo jak nasz skarb. Pochowajcie mnie obok Madzi. Teraz...Proszę. Chcę być z nią, Wybaczcie. Mamo, tato, Łukasz, trzymaj się stary. Marto. Przepraszam rodziców Magdy. Miałem pomóc...
Opowiem Wam kiedyś we śnie, co u nas. Obiecuję. Kocham Was, ale mojego anioła bardziej...Mateusz
2.
On: Krzyczał- proszę nie odchodź.. Płakał - błagam zostań ze mną! Mówił- kocham Cię- jesteś moim sercem! Szeptał- umrę- ... bo nie da się żyć bez serca. Ona- spojrzała na Niego z uśmiechem, Po czym odwróciła się i odeszła ... Po dwóch dniach przeczytała na klepsydrze: On: Krzyczał, - ale Ona nie zwracała na Niego uwagi Płakał, - ale Ona nie widziała jego łez, Mówił, - ale Ona nie słuchała, Szeptał, - ale Ona odwróciła się i odeszła.. Umarł - bo stwierdzono brak serca ... Wtedy w Jej oczach pojawiły się łzy Krzyczała- przepraszam Płakała- proszę wróć Mówiła- naprawię to wszystko, obiecuję Szeptała -tylko wróć proszę Ale było już za późno ...Jego już nie było? On już jej nie słyszał?:(((( Kocham Cię!!:*...

3.
Nareszcie, zbliża się ta godzina, przyjazdu Michała. Michała - chłopaka, którego kocham nade wszystko. Kocham i nigdy kochać nie przestanę! Przyjechał!Widzę go, przytulam, całuje,ale jest coś nie tak. Wzrok nie jest taki ja dawniej, jego ramiona nie trzymają mnie w ogóle, a pocałunek - nie ma żadnego! - Czy wszystko w porządku? - Pytam z nikłym uśmiechem na twarzy, lecz widziałam, że jego uśmiech znika, tak jak okręt za horyzontem. - Moniko ja... - Urwał - Nic nie mów! Ja wiem, że mnie bardzo kochasz. Nie musisz mi...- Nie!!! - Krzyknął - Co nie? - Widząc w jego samochodzie jakąś dziewczynę, zapytałam - A, to pewnie ta twoja kuzynka, o której pisałeś mi w listach. Tak? - Nie! Moniko! Ty nic nie rozumiesz. Ja Cię już nie kocham, a ta dziewczyna w samochodzie to Anita, moja nowa dziewczyna.- Co?! - Mówiąc to łzy płynęły mi z oczu jak fala morska. - Widzisz Moniko, jest takie przysłowie: samochód sprzedawaj daleko od domu, a dziewczyny szukaj blisko domu. Powiedział i odszedł. Co to ma znaczyć? Czy to już koniec mojego szczęścia? Dlaczego? - Myślałam. Wybiegłam z mieszkania. Wybiegłam by zatrzymać moją jedyną miłość - krzycząc wbiegłam pod ruszający samochód. Dobrze wiedziałam, co robię. Kocham go i nigdy nie przestanę, bo jak mogę pokochać kogoś innego nie żyjąc na tym świecie. Tak właśnie umierając myślałam: Jestem, ale czy na pewno? Żyję, ale czy na pewno tak jak chciałam? Wiem jedno, teraz już zawsze szcześliwie!
4.
...Dziś jest ,,ten" dzień. Dziś mija 6 miesięcy od mojego związku z Maciejem. Jestem szczęśliwa, ciągle się uśmiecham. To pewnie przez tą pogodę: słońce rozświetla całe niebo, a jego promienie ,,łaskoczą" każde wargi, aż ,,wykrzywiają" się w gorącym uśmiechu.Idę na polanę, by nazrywać fiołków do wazonika. Patrzę na zegarek -, o, za niecałe dwie godziny mój Maciej przyjdzie do mnie. Ciekawe co dziś przyniesie... Ostatnio było pięć czerwonych różyczek, może teraz będzie ich sześć? Mnie jest wszystko jedno - najważniejsze, żeby był on, we własnej osobie. Nie mogę się doczekać. Chcę spojrzeć w jego błękitne oczy, zatopić się w tym czułym spojrzeniu, dotknąć jego warg moimi ustami. Och! Chcę krzyczeć z radości! Boże, dzięki ci, że dałeś mi tyle szczęścia, że zesłałeś tego kochanego Aniołka na ziemię, by dawał mi tyle szczęścia, tyle radości co dnia... Nachylam się - w zielonej trawie rośnie pęczek fioletowych, aromatycznie pachnących fiołków. Zrywam kilka gałązek... ,,Jestem zakochana!" - mówię do kwiatków, patrząc w ich płatki tak, jakby mnie rozumiały. W pewnym momencie słyszę chichot, jakoś dziwnie znajomy. Podnoszę głowę, wstaję... Na drugim końcu polany zauważam dwie sylwetki. Chłopaka i dziewczyny. Nie widzą mnie... Biegną, trzymając się za ręce. Są tacy szczęśliwi, prawie tak, jak ja i mój Maciej... Kochany Maciej... Ten chłopak przypomina mi sylwetkę jakiejś znanej osoby, ale nie mogę nikogo skojarzyć z tą kurtką...? Jednak... Coś mi świta... Ten czarny rękaw... Ten biały napis ADIDAS... Hmmm... Wiem!... Patrzę i patrzę, aż w końcu przestaję widzieć. Ostra, mleczna mgła zasnuwa moje oczy... Czuję napływające łzy, kręci mi się w głowie. Z mej twarzy znika uśmiech, czuję jakąś pustkę w sercu... Idę powoli w stronę pary. Nogi mam jak ,,z waty". Boli mnie głowa. Szczęśliwa para odwraca się do mnie bokiem. Chłopak przytula dziewczynę, aż w końcu zaczyna ją całować... Tak namiętnie, a zarazem czule obejmuje ją swymi silnymi ramionami. Przyglądam się dziewczynie. Taka znajoma... Może ze szkoły? Podchodzę bliżej, jestem około stu metrów od nich, gdy krew w żyłach zaczyna mi szybciej pulsować. Serce bije jak oszalałe, a nogi odmawiają posłuszeństwa... Widzę ich w całej okazałości... Takich szczęśliwych, zakochanych. Zauważają mnie. Speszeni przestają się całować. Ich dłonie rozplatają się, a wzrok ,,biega" po polanie omijając moją osobę. Stoimy naprzeciwko siebie, jakby do pojedynku. Mój wzrok wędruje od niej do niego. Patrzę i nie rozumiem albo... Albo nie chcę rozumieć?... Tak! Tak właśnie jest. Nie chcę zrozumieć, że w dniu, w którym powinnam cieszyć się życiem - straciłam radość i pogodę ducha. Straciłam wszystko. Dobry humor, szczęście, radość oraz to, co najważniejsze - chłopaka, którego kochałam z całego serca i przyjaciółkę, która była dla mnie jak siostra... W jednej chwili cały świat zwalił mi się na głowę. Wszystko co tak skrzętnie zbierałam, by być szczęśliwa, rozsypało się i na pewno nie da się ułożyć z powrotem. Stoimy tak naprzeciw siebie, aż w końcu Maciej rusza się i ciągnie za sobą speszoną Asię. Są teraz na wyciągnięcie ręki... Mogę ich uderzyć w twarz. Mogę na nich nakrzyczeć, ubliżać... Nie robię nic. Stoję, patrząc niewidzącym wzrokiem w przestrzeń. W piękne słońce, bezchmurne niebo... W świat, który dotychczas był dla mnie taki łaskawy, taki wspaniały. A teraz? Stał się szary, ponury i niesprawiedliwy. - Tak jakoś wyszło... - Maciej próbuje się tłumaczyć. - Dziś jest rocznica - mówię, jakbym nie słyszała tego, co powiedział.- Jaka? - pyta Asia.- Nasza... - zaczyna Maciej, ale nie pozwalam mu dokończyć:- Już nie nasza. Jeśli chcesz - może być twoja. Nie ma już ,,nas". Jesteście ,,wy". Mnie już nie ma - mówię to ledwo dosłyszalnie... Odwracam się. Patrzę na moje trzęsące się dłonie i łzy, które kapnęły na palce i... fiołki, które miały pachnieć w moim pokoju. Rozwieram ręce, a fiołki, jak za błyśnięciem czarodziejskiej różdżki, spadają w trawę, powoli ginąc w roślinkach. Odchodzę. Z podniesioną głową, ale ze złamanym sercem. Łzy płyną strugami, a ja nic nie czuję, nic poza zdradą..., nic poza nią.Jakimś cudem doszłam do domu. Leżę na łóżku, przytulając mojego kochanego pocieszyciela - misia. Dopiero teraz uświadamiam sobie, co się stało. Spoglądam w czarne guziki misiaczka, czyli w jego oczy. Są takie smutne. Wspominam. Powracam myślami do tego, co już nie powróci... Odeszli... Nie ma ich. Zostawili mnie samą. NIENAWIDZĘ ich. Łzy nie przestają płynąć. Dlaczego? Pytam miśka. Brak odpowiedzi. Szkoda, że nie możesz mi pomóc, och, jaka szkoda! Nie istnieje dla mnie przeszłość, teraźniejszość, a już tym bardziej przyszłość. Pozostała nicość... Nicość... Na ścianie wisi zdjęcie. A na nim Maciej, obejmujący mnie. Krajobrazem jest wodospad w Szklarskiej Porębie. Kamieńczyk... Wodospad, nad którym Maciej pocałował mnie po raz pierwszy... Było tak cudownie... Łzy przestały kapać. Pewnie zabrakło... Przecieram powieki. Ciągle zastanawiam się nad dalszym życiem. Wyobrażam sobie imprezy, na których będę musiała oglądać pewną parę, która zniszczyła mi życie... Spoglądam na zdjęcie... Bez namysłu biorę do ręki szklankę z herbatą.... Wypijam... Z całej siły rzucam w wiszącą ramkę, a w niej... on... i ja... Huk. Zdjęcie spada. Nie płaczę... Podnoszę z ziemi większy kawałek szkła i... patrzę jak z nadgarstka sączy się krew. Coraz więcej krwi i więcej... Przez mgłę widzę misia, na którego spadają strużki czerwonej wody... Nie czuję nic. Po raz drugi nic nie czuję. Żadnego bólu, po prostu nic. Przymykam powieki... Już nikt nie będzie wam przeszkadzał, nie będziecie mieć wyrzutów sumienia, nie musicie się ukrywać... Mamo przepraszam, ale Maciej i Asia też chcą być szczęśliwi, a ja przeszkadzałabym im w radości, której każdy chce w swym życiu zaznać... Gdzieś w oddali słychać śpiew Stachursky'ego - ,,Czuję i wiem"... Ginie... Ginę ja...


ona55552 30/08/2007 22:03:37 [Powrót] Komentuj



Wlaśnie skończyłam ryczeć. Te historyjki są nie samowite . Zakochałam się w nich .
Miśka 2/12/2012 01:42:41
| brak www IP: 80.239.243.207

jejku te historyjki świetne są ;) na serio zajebiste
mysia 1/01/2012 20:04:50
| brak www IP: 31.174.14.193

po prostu cudne ;)
Gabi 22/09/2011 16:24:59
| brak www IP: 62.133.140.198

Śliczne opowiadania . !! Normalnie ryczałam przy nich jak bóbr ... ;(
Majka (; 16/08/2011 20:03:20
| brak www IP: 87.206.1.27







[45842] ||Strona Główna
[2] ||
Ksiega Gości
[Dodaj do Księgi] || []


Dodaj do Ulubionych


Archiwum

2010
Marzec
2009
Grudzień
Styczeń
2008
Grudzień
Październik
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Sierpień



Ulubieni



Linki



ona55552
Wiersze,wierszyki;]Hiostroyjki przykazania...troche o mnie...dla dziewczyn i chłopaków....różne!!!!!!!!!



Szablon wykonała Kim
Obrazek z servisu DeviantArt
Nie Kopiuj! 
Szablon przygotowany dla Blog4u.pl